Niemoc w meczach z Ursusem przełamana

DSC_8331

Pelikan Łowicz ostatnich spotkań z Ursusem nie wspominał dobrze. Jeszcze w poprzednim sezonie “traktorki” były lepsze niż biało-zieloni. W sobotę udało się przełamać koszmar minionego lata i Pelikan pokonał ekipę z Warszawy.

Łatwo nie było. To Ursus jako pierwszy zdobył gola. Była to 40 minuta meczu. Wcześniej dobrych okazji nie zabrakło po obu stronach boiska. Już w 4 minucie, Ursus oddał mocny strzał na bramkę, ale Jędrzejewski odbił, a niebezpieczeństwo zażegnali obrońcy. Chwilę później to Pelikan postraszył. Mocny strzał oddał Kuczak, ale nie trafił w światło bramki. To była dobra okazja. Wie o tym Kamil, sam pewnie nie wiedział jak to nie weszło. Zdarza się. Mecz trwał dalej a Pelikan nie odpuścił ani na chwilę. Stwarzał sobie dużo sytuacji na boisku, ale obrońcy gości nie byli tu tylko na pokaz. Więcej szczęścia przed przerwą miał Ursus. W 40 minucie piłkę do bramki wbił Ambrozik.

W przerwie trener Wesołowski, musiał najwidoczniej wdrożyć plan B. Kwadrans rozmowy, kubeł zimnej wody na głowy i wyraźnie to pomogło. Na drugą odsłonę walki o 3 pkt Pelikan wyszedł odmieniony mentalnie. Bella zastąpił Ciacha, a Wojcieszyński Kasprzyka. To wzmocniło ofensywę i było widać w grze, że Pelikan idzie do przodu, ale Ursus również w dobrym stylu kontratakował. w 56 minucie atomowy strzał oddał Wojcieszyński, ale piłka trafiła w obrońcę. Ten przypadek uratował warszawiaków.

Gra nadal toczyła się cios za ciosem po oby stronach. W 70 minucie błąd popełnili goście. Jeden z nich zagrał w polu karnym ręką. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Michał Adamczyk i spokojnym, technicznym strzałem pokonał bramkarza Ursusa. To oznaczało 1:1.

Piłkarze Pelikana po golu Adamczyka wiedzieli, że ten mecz trzeba i można wygrać. Gra się otworzyła i w powietrzu pachniało kolejnymi golami. Zarówno dla Ursusa jak i Pelikana. W 80 minucie remis obronił Jędrzejewski. To była kapitalna interwencja. Wyjął piłkę dosłownie opuszkami palców. Rożny dla gości chwilę później nie zagroził bramce.

No i mamy 86 minute. Rajd Pelikana pod bramkę, piłkę dostaje Majewski i strzałem z 20 metrów “rozrywa” siatkę której strzegł Haluch. 2:1.

Druga bramka dla Peli oznaczała, że to łowiczanie są na prostej po 3 pkt. Ursus po golu Majewskiego chyba poczuł się zmęczony. Można było mieć wrażenie, że z piłkarzy zeszło powietrze. Pelikan dowiózł korzystny wynik do 93 minuty i wygrał spotkanie, przełamując klątwę Ursus.

I jeszcze po meczu bramkarz traktorków dostał czerwoną kartkę. Schodząc do szatni pokazał kibicom Pelikana (L). Wiadomo o co chodzi. Za prowokację nie pomoże drużynie w kolejnym meczu.

 

 

Pelikan Łowicz: Jędrzejewski – Gawlik, Broniarek, Wawrzyński, Kuczak – Bończak, Bujalski, Parobczyk, Ciach – Majewski, Kasprzyk
Rezerwowi: Orzeł, Bella, Mycka, Woźniak, Wojcieszyński, Nasalski, Adamczyk