Z Warszawy na tarczy

Gospodarze, którzy byli faworytami sobotniego (10 marca) meczu, błyskawicznie objęli prowadzenie. Już w 40. sekundzie wynik spotkania otworzył Patryk Kamiński. Pomocnik „Traktorków” przymierzył z narożnika pola karnego i umieścił piłkę przy dalszym słupku bramki strzeżonej przez Gabriela Łodeja.

Kwadrans później miejscowi prowadzili już 2:0. Gospodarze ruszyli z akcją, po tym ja odebrali futbolówkę Kamilowi Kuczakowi w środkowej strefie boiska. Piłka trafiła pod nogi Arkadiusza Ciacha, który pokonał wychodzącego golkipera „Ptaków”. Napastnik Ursusa wiosną ubiegłego sezonu bronił barw Pelikana. W 23. minucie Ciach ponownie mógł wpisać się na listę strzelców, ale tym razem w pojedynku jeden na jeden górą był Łodej.

10 minut później w sytuacji sam na sam z bramkarzem miejscowych mógł znaleźć się Michał Wrzesiński. Prostopadłe podanie minęło obrońców Ursusa, jednak napastnik biało-zielonych nie opanował piłki. Kilka chwil potem łowiczanie stworzyli sobie najlepszą okazję w pierwszej połowie.

W odległości około 30 metrów od bramki rywali faulowany był Tomasz Dąbrowski. Do piłki podszedł Grzegorz Wawrzyński, który zamiast dośrodkowywać zdecydował się na strzał. Futbolówka zatrzymała się na poprzeczce. Akcję kończył jeszcze Daniel Dybiec, ale uderzył głową zbyt lekko by zaskoczyć Bartosza Konckiego. Ten sam zawodnik próbował pokonać bramkarza Ursusa kilka chwil później, jednak golkiper „Traktorków” ponownie był na posterunku.

W 41. minucie Łodej skapitulował po raz trzeci. Gospodarze krótko rozegrali rzut rożny, piłkę dostał Jakub Kabala, który z najbliższej odległości pokonał bramkarza „Ptaków”. Łowiczanie schodzili więc do szatni z trzybramkowym bagażem.

Po zmianie stron przed szansą na zdobycie gola stanął Wrzesiński. Napastnik Pelikana uderzył z powietrza zza linii pola karnego, a piłka po koźle minimalnie minęła słupek. W 53. minucie byłych kolegów znów postraszył Ciach, ale dobrą interwencją popisał się bramkarz gości.

W 56. minucie Princewill Okachi starł się w powietrzu z jednym z rywali. Gdy Nigeryjczyk podniósł się z murawy, odepchnął zawodnika i za to zachowanie został ukarany czerwoną kartką. Trudna sytuacja Pelikana stała się już arcytrudną. Wydawało się, że kolejne bramki dla miejscowych to tylko kwestia czasu.

Mimo gry w osłabieniu drużyna Marcina Płuski do końca walczyła o korzystny wynik. W 59. minucie gry na listę strzelców wpisał się Robert Kowalczyk. Michał Adamczyk dośrodkował z lewej strony, a do piłki dopadł Wrzesiński. Bramkarz odbił jego strzał, ale przy dobitce Kowalczyka był już bez szans.

Nie mający nic do stracenia przyjezdni w 67. minucie przegrywali już tylko 2:3. Tym razem na prawej stronie Dąbrowski rozegrał do środka do Wrzesińskiego. Ten wymienił się jeszcze podaniem z Kowalczykiem i wykończył akcję posyłając piłkę do siatki.

Ambitnie grającym do ostatniego gwizdka „Ptakom” nie udało się jednak przywieźć ze stolicy choćby punktu. W doliczonym czasie gry czwartego gola dla Ursusa mógł zdobyć jeszcze Mateusz Muszyński, ale z bliska fatalnie skiksował.

Ursus Warszawa – Pelikan Łowicz 3:2 (3:0)
Patryk Kamiński 1, Arkadiusz Ciach 16, Jakub Kabala 41 – Robert Kowalczyk 59, Michał Wrzesiński 67

Ursus: Bartosz Koncki – Damian Ślesicki (80 Antoni Górecki), Adrian Zawadka, Piotr Ćwik, Maciej Prusinowski, Mateusz Muszyński, Patryk Kamiński, Maciej Mąka, Jakub Kabala, Arkadiusz Ciach (63 Paweł Wolski), Filip Dziełak (71 Szymon Kołosowski).

Pelikan: Gabriel Łodej – Grzegorz Wawrzyński, Bartosz Broniarek, Michał Adamczyk – Tomasz Dąbrowski, Daniel Dybiec, Princewill Okachi, Krystian Mycka (46 Maciej Balik), Kamil Kuczak – Michał Wrzesiński, Robert Kowalczyk.

Żółta kartka: Prusinowski (Ursus).
Czerwona kartka: Okachi (Pelikan, 56. minuta).
Sędzia: Konrad Lewończuk (Białystok).